Według barwnego opisu bitwy przytoczonego przez Michałka książę Magnus spodziewał się rychłego przybycia kawalerii Henryka (prawdopodobnie stacjonującej najdalej kilka godzin drogi od niego), lecz Henryk nie przysłał wojsk (możliwe, że były wtedy zajęte walkami z Ranami pod Lubeką, lecz nie da się tego z posiadanych relacji potwierdzić). Wobec przeważającej przewagi liczebnej Słowian saski książę zdecydował się zastosować taktykę defensywną. Jego kawaleria jedynie prowokowała działaniami zaczepnymi kolejno przybywające oddziały zmuszając je do ataku na pozycję karnej, lepiej uzbrojonej piechoty. Na szczęście dla Niemców poszczególne oddziały plemienne (głównie lekkozbrojna piechota) dochodziły na miejsce bitwy kolejno przez cały dzień, niezorganizowane i pozbawione naczelnego dowództwa. Pewne swej przewagi dawały się one łatwo wciągnąć w bitwę i były kolejno odpierane przez Sasów. Całodzienna bitwa wykrwawiła również saskie wojsko i nawet docierające po południu konne oddziały Sasów w zamieszaniu nie potrafiły przynieść rozstrzygnięcia. Szale przechyliło dopiero wieczorne przybycie zorganizowanej, niezmęczonej bitwą kawalerii Henryka Gotszalkowica. Jej atak spowodował odwrót buntowniczych oddziałów Słowian.