Terapia umierającego pacjenta, który nie ma szans na poprawę stanu zdrowia, stanowi problem z punktu widzenia etyki lekarskiej. Zwolennicy dystanazji argumentują, że prowadzenie terapii mającej za zadanie jedynie przedłużenie życia chorego może sprawić, że dożyje on czasów, kiedy wynalezione zostanie nieznane jeszcze leczenie, które będzie w stanie mu pomóc. Przeciwnicy tego stanowiska zwracają uwagę na duże koszty dystanazji, którym żadne państwo ani żaden system ubezpieczeniowy nie jest w stanie podołać, a utrzymywane życie jest szczątkowe. Zwolennicy dystanazji nie uznają jednak argumentów opierających się na ekonomii.
Za wystarczające kryterium odłączenia urządzenia prowadzącego za pacjenta wymianę gazową stanowi śmierć pnia mózgu. Po jej stwierdzeniu pacjenta uznaje się za zmarłego – należy więc odłączyć wentylującą jego ciało aparaturę medyczną (wyjątek stanowią sytuacje, w których rozważa się pobranie ze zwłok narządów do przeszczepu). Na określenie tej czynności używa się terminów deanimacja bądź desuscytacja. Innym pojęciem jest ortotanazja – zaprzestanie stosowania środków nadzwyczajnych podtrzymujących jeszcze życie pacjenta – a więc w chwili, kiedy jest on jeszcze żywy.