Represje wobec rodziny Ze względu na działalność konspiracyjną Kazimierza Bartnika, jego rodzina była szykanowana przez funkcjonariuszy UB. W grudniu 1946 r. po kilkunastu rewizjach, połączonych z demolowaniem mieszkania i biciem domowników (najstarsza córka Eugenia w wyniku pobicia przez szefa PUBP w Suwałkach, kpt. Władysława Szysza, miała połamaną szczękę) żona Stanisława otrzymała od funkcjonariuszy PUBP nakaz natychmiastowego opuszczenia domu i wyjazdu do Ełku. Stanisława Bartnik opuściła mieszkanie, pozostawiając w nim dzieci, mając nadzieję, że funkcjonariusze UB pozwolą im zostać na miejscu. 5 stycznia 1947 r. w mieszkaniu zjawiła się grupa operacyjna PUBP w Suwałkach pod dowództwem sierżanta Mieczysława Strzyżykowskiego. W tym czasie w domu przebywało czworo dzieci w wieku od kilku miesięcy do 10 lat. Podczas rewizji skonfiskowano żywność i ubrania a mieszkanie zamknięto. Wkrótce po wyjściu funkcjonariuszy w mieszkaniu wybuchł pożar. Dzieciom udało się opuścić płonący budynek. Według relacji Romualda Bartnika (wówczas siedmioletniego) sąsiedzi nie pomagali w ucieczce z domu z obawy przed funkcjonariuszami UB. W wyniku śledztwa podjętego przez miejscowy posterunek MO ustalono, że za podpalenie odpowiadali rzekomo nieustaleni z nazwiska mieszkańcy Suwalszczyzny „oburzeni bandycką działalnością” Kazimierza Bartnika.