Po odejściu Raduła Tichik ma wyrzuty sumienia z powodu takiego postępowania, przekonuje jednak samego siebie, że stosowanie wobec ludzi przymusu jest konieczne z uwagi na samą naturę człowieka.

W gminie przebywa coraz więcej ludzi, brakuje żywności. Pomocnik Tichika, Bykogłowy, sugeruje władyce, że najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji jest zdobywanie jedzenia przez grabież. Tichik nie błogosławi tego procederu, ale i nie zakazuje takich działań, wiedząc, że inaczej we wspólnocie zacznie się głód. Władykę dręczą rozterki duchowe. Niepokoi go sztuka malarza Nazariusza, który tworzy dla gminy ikony i freski, prześladują myśli o księciu Sybinie, co gorsza, zaczyna pożądać pięknej bogomiłki Iwsuły. Tichik zaczyna wierzyć, że otacza go wszechmoc diabła. W tym samym czasie Nazariusz zastanawia się, czy sztuka może odmienić człowieka. Malarz nie wierzy w nauczanie bogomiłów, a w osadzie zamieszkuje tylko z powodu nieodwzajemnionej miłości do Iwsuły.