Około godziny 5 nad ranem rozpoczął obrady specjalny sztab, w skład którego wchodziły służby ratownicze i prezydent Białegostoku. Około godziny 11 (po 9 godzinach od katastrofy) władze podały pierwsze komunikaty. Wielu ludzi ukryło się w domach lub postanowiło wyjechać z miasta. Niektórzy z mieszkańców uważali, że chlor wydostawał się od dołu, dlatego wielu z nich uciekało na wyższe piętra budynków, na przykład do sąsiadów.

O godzinie 14 przy pomocy specjalnego dźwigu kolejowego podniesiono jedną z cystern. Podczas stawiania cystern na tory istniało poważne ryzyko rozszczelnienia cystern, które mogło doprowadzić do ogromnego skażenia. Kilka godzin później, o 21, po kilku próbach na tory wróciły kolejne cysterny. Całą akcją kierował ppłk poż. Krzysztof Wojtecki z Wojewódzkiej Komendy Straży Pożarnej.

Po akcji ratowniczej cztery zbiorniki z chlorem i jeden wagon kryty odholowano na Dworzec Fabryczny. Stamtąd 10 marca, o godzinie 17:15, wysłano je do Żedni, oddalonej o 20 kilometrów od Białegostoku.