Szczęśliwie dla nich podczas bombardowania Buchenwaldu zaginęły ich papiery, więc pracowali jako zwykli więźniowie bez czerwonych „fluchtpunktów”, oznaczających uciekinierów z obozu. Niemcy „przypomnieli sobie” jednak o czerwonym kółku „Miry” i odtąd pracował w karnym Kommando.
W kwietniu 1945 roku Niemcy likwidowali obóz i uciekali przed nadciągającymi wojskami amerykańskimi. Korzystając z panującego w obozie bałaganu, „Mira” zerwał swój „fluchtpunkt” i dołączył do kolumny ewakuowanych więźniów. Trafił do jednej z nielicznych grup, której Niemcy nie wymordowali po drodze. Przeżył ośmiodniową podróż w otwartych wagonach, do których ładowano na stojąco po 140 więźniów. Z każdym dniem robiło się luźniej, bo po drodze wyrzucali trupy. Z obozu w Bergen-Belsen uwolniły go 16 kwietnia 1945 roku czołgi 2 Armii Brytyjskiej, wśród których był zwiad 1 Dywizji Pancernej generała Maczka. Gdy nabrał sił, pojechał via Paryż do Anglii.
Po wojnie Wrócił do Londynu po 38 miesiącach przez Warszawę, Mińsk, Słuck, Pawiak, Birkenau, Auschwitz, Oświęcim, Buchenwald, Dora-Nordhausen, Bergen-Belsen. Po demobilizacji pracował jako instruktor konnej jazdy, robotnik na farmie, traktorzysta, stajenny, tokarz.