Pojechał tam w październiku 1864 i uzyskał od „Gabinetu” obietnicę pomocy w porwaniu Lincolna, a wracając stamtąd zakupił karabiny, rewolwery, sztylety i kajdanki. Na przeprowadzenie samego porwania przeznaczył 4 tys. dolarów, co było sporą sumą jak na owe czasy. Po zaprzysiężeniu prezydenta na drugą kadencję, Booth ze współpracownikami dowiedzieli się, że prezydent 17 marca będzie przebywał w szpitalu wojskowym niedaleko swojej rezydencji. Jednak Lincoln w ostatniej chwili zmienił plany i pojawił się na uroczystości wręczenia sztandaru Konfederacji gubernatorowi Indiany.
Plan zabójstwa Kolejną szansę na uprowadzenie spiskowcy mieli 11 kwietnia 1865, kiedy prezydent przemawiał z okna Białego Domu, mówiąc, że „stany południowe nigdy nie wystąpiły z Unii, a teraz znajdują się bezpiecznie w domu”. Wypowiedź ta, a także fakt kapitulacji Konfederatów (12 kwietnia), rozzłościły Bootha na tyle, że zmienił on zamiar uprowadzenia na zabójstwo. Dwa dni później, w Wielki Piątek rano, dowiedział się, że Lincoln będzie wieczorem przebywał w teatrze Forda, po czym podjął decyzję o zamordowaniu go. Pozostał wówczas w teatrze na próbie, aby wybrać najdogodniejszy moment zabójstwa, a następnie udał się do Pumphrey’s Libery Stable, by wynająć konia, którym zamierzał uciec.