nie mogą mu tego zaprzeczyć świętojurcy, jak p. Sawczyńskiemu albo Popielowi. Twierdzić, że ks. Barewicz nie kocha swego ludu, znaczyłoby tyle, co zarzucać mu, iż nie kocha siebie samego. Właśnie też z tego powodu że jest Rusinem i kocha lud ruski, stoi on w diametralnej opozycji z świętojurcami. Mowa jego, miana przy rozprawach nad językiem wykładowym, pomieszała niezmiernie ich szyki: potrzeba było widzieć jadowite spojrzenia, które ciskali na niego, gdy im przypominał, że od dwudziestu lat nie zrobili nic dla ruskiego języka i dla ruskiego piśmiennictwa, i tylko zaprowadzili moskiewszczyznę. Jeden Rusin, przemawiający w ten sposób, gniewa ich i szkodzi im więcej, niż sto najdowcipniejszych mów posła Borkowskiego"Jan Lam, Kroniki Lwowskie, "Gazeta Narodowa", nr. 214. z 17 września 1868 r,. Magdalena Semczyszyn w swej pracy napisała, że "był przeciwnikiem idei ruchu moskalofilskiego. (...) W kadencji sejmowej 1867−1870 ks. Barewycz był sekretarzem sejmu i nie wziął udziału wraz z pozostałymi posłami ruskimi w demonstracyjnym opuszczeniu sali obrad podczas omawiania rezolucji galicyjskiej. Był następnie przez to stygmatyzowany przez posłów i wyborców ruskich."Magdalena Semczyszyn, Galicyjskie wybory. Działalność Centralnego Komitetu Wyborczego dla Galicji Wschodniej w latach 1867-1906, Warszawa 2014 s. 230zob.