Mówiono, że w domu mieszczanina zbierają się ludzie, aby zobaczyć ów cud. Również Najdostojniejszy Dobroczyńca naszego zgromadzenia [Andrzej Ruszkowski - przyp. J.M.] chciał zobaczyć ten niezwykły obraz. Zawołał do siebie mieszczanina, żądając przyniesienia wizerunku Matki Boskiej. Mając na względzie zainteresowanie nim, usilnie zapragnął go mieć u siebie. Odkupił obraz.[...] Najczcigodniejszy, prawdziwy Dobroczyńca postanowił umieścić obraz w skrzyni [...] Około północy wokół niego powstał wielki blask, który przez wielu był widziany. [...] Ojcowie i bracia nasi (bernardyni) dowiedziawszy się o tym osobliwym cudzie, namówili Najjaśniejszego Fundatora, aby ten piękny i święty wizerunek umieścił w takim miejscu, z którego nie można byłoby go utracić. W następstwie tego obraz został wyjęty z ciemnej skrzyni. Najjaśniejszy Dobroczyńca natychmiast skierował kroki do swej kaplicy, gdzie leżał święty i cudowny wizerunek, aby, jak było w zwyczaju, zobaczyć go przy porannej modlitwie. Obrazu nie było. Znaleziono go pod murem przy kościele klasztornym.[...] Na tę wiadomość Najjaśniejszy Dobroczyńca natychmiast znaleziony skarb szybko ukrył.[...] Po raz drugi i trzeci został wyjęty ze skrzyni i zaniesiony w to samo miejsce co pierwszy raz.
Źródło i licencja
Fragment artykułu Wikipedia — Obraz Matki Boskiej Złoczewskiej · historia autorów.
Tekst: CC BY-SA 4.0. Wydzielono fragment z dłuższego artykułu.