Ograniczył się jedynie do wygłoszenia uwagi, że „Żydzi ponoszą wprawdzie winę za wszystkie nieszczęścia, jakie nawiedziły teraz świat, mimo to jednak żołnierze niemieccy muszą utrzymywać dyscyplinę i wystrzegać się ekscesów”.
Mimo tak niejednoznacznej postawy komendanta Żydom pozwolono wówczas udać się do domów. Zanim jednak zdążyli się rozejść żołnierze ponownie zaczęli bić ich i kopać. Kolejny wybuch agresji spowodował panikę wśród Żydów, którzy w poszukiwaniu schronienia rzucili się do bramy kamienicy przy pl. Kościuszki 3. W tym momencie na plac wjechał niemiecki samochód wojskowy, kierowany przez podporucznika Brunona Kleinmichela. Widząc zmierzającą w jego kierunku dużą grupę mężczyzn Kleinmichel otworzył ogień z pistoletu maszynowego. Za jego przykładem do uciekającego tłumu zaczęli także strzelać pozostali żołnierze. Kleinmichel wyszedł następnie z pojazdu i kontynuował ostrzał. Gdy strzelanina ustała okazało się, że 19 Żydów poniosło śmierć, a kolejnych ośmiu odniosło rany. Do 15 września zmarło jeszcze trzech rannych, co podniosło łączną liczbę ofiar do 22.
Ocalałym z masakry Żydom polecono uprzątnąć zwłoki, które następnie pogrzebano na cmentarzu żydowskim w Końskich. Ofiary mordu upamiętnia obecnie pamiątkowa tablica na ścianie kamienicy przy pl.