Wybuch nastąpił przed czasem, ponieważ podany w prasie harmonogram wizyty był niemożliwy do zrealizowania z powodów czasowych – wszystkie zaplanowane przejazdy trwały dłużej niż w harmonogramie.

Zabezpieczający trasę przejazdu funkcjonariusze rozpoczęli natychmiast poszukiwania przy użyciu psów, jednocześnie rozpoczęto szybkie usuwanie śladów zamachu. W czasie przejazdu delegacji ulica była już sprzątnięta, a jedynym śladem po zamachu było uszkodzone drzewo.

Śledztwo Śledztwo podjęto natychmiast po eksplozji, ale pomimo użycia psów sprawcy nie złapano. W całym śledztwie popełniono także wiele błędów, m.in. pozwolono na zatarcie licznych śladów, ograniczono je także do osób zamieszkałych w pobliżu miejsca zamachu. Pierwszych podejrzanych szybko zwolniono z braku dowodów, potem zaczęto podejrzewać zegarmistrzów, którzy według teorii śledczych mogli skonstruować zapalnik czasowy, oraz pracowników radiowęzła jako mających dostęp do innych elementów potrzebnych do zbudowania bomby. W kręgu podejrzeń znalazły się też osoby w przeszłości karane z jakiegokolwiek powodu.