Wydaje się, że zwracający wzrok ku górze Chrystus wypowiada słowa Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił? (Mt 27, 46).

Goya wiedział, że takie przedstawienie ukrzyżowania odpowiadało gustom członków akademii, ukształtowanym m.in. przez niedawno zmarłego Mengsa. Była to jedna z najtrudniejszych, klasycznych kompozycji, przy której artysta musiał się wykazać doskonałą znajomością anatomii i malarskich tradycji. Dzieło spełniło swoje zadanie, Goya został przyjęty na członka akademii.

Krytyk sztuki Robert Hughes uważa Chrystusa na krzyżu za bez wątpienia najgorszy z obrazów Goi, namalowany wbrew własnemu stylowi, którego jedynym przeznaczeniem było zapewnienie artyście akademickiego tytułu. Inny krytycy nie są wobec dzieła tak surowi. Wprawdzie Goya otwarcie czerpie z pracy Velazqueza przedstawiając wyidealizowaną sylwetkę Chrystusa, jednak osobisty styl artysty odnajdujemy w wyrazie twarzy ukrzyżowanego. U Goi Chrystus jest pełen trwogi, jego cierpiąca twarz zwrócona jest pytająco ku niebiosom – co ujawnia skłonność Goi do ekspresjonizmu.