Z tego względu postanowił on w swojej klinice przyjmować wszystkie dzieci (zwłaszcza te z biednych rodzin) za darmo. Postanowienie swoje spełnił. W pracy był poważany i szanowany, choć jego kolega profesor Dobraniecki zazdrościł mu sławy i powodzenia.
W ósmą rocznicę ich ślubu Wilczur wrócił do domu z prezentem i kwiatami dla żony. Nie zastał jej jednak, a na stole leżał list od niej. Dowiedział się z niego, że Beata odeszła do kochanka i zabrała ze sobą Mariolę. Rafał załamał się po odkryciu tego faktu. Gdy chwilę później odwiedził go kuzyn, Wilczur skłamał, że żona i córka wyjechały za granicę. Po wyjściu kuzyna Rafał poszedł na miasto i włóczył się po nim bez celu. Nie zauważył, że doszedł do biednych i wręcz niebezpiecznych uliczek. Spotkał tam pijaczka nazywającego siebie Samuel Obiedziński (był to dawny profesor języka polskiego, któremu kobieta złamała serce). Obiedziński poprosił go o kilka groszy na wódkę, Wilczur spełnił jego prośbę, ale pijaczek nie chciał się odczepić i z wdzięczności za jałmużnę zaprosił go na wódkę do knajpy, gdzie uraczył go wykładem na temat bezsensu życia. Gdy jego rozmówca zasnął Wilczur wyszedł uiszczając wcześniej rachunek. Gdy wyjął portfel, miejscowi chuligani dostrzegli, ile ma on w nim pieniędzy. Poszli oni za Rafałem, zaciągnęli do kolejnej knajpy i upili do nieprzytomności.