Ponadto według niektórych źródeł kilka niezidentyfikowanych osób miało po wtargnięciu Niemców ukryć się w podziemiach kościoła, a także obok stojących w kącie katafalku i trumny.

Aresztowanych nowożeńców wraz z całym orszakiem weselnym przewieziono bezpośrednio na Pawiak. Tam Niemcy przeprowadzili szybką selekcję, po której zakończeniu zwolnili 33 osoby, co do których uznali, że nie były one związane z konspiracją (głównie osoby starsze oraz matki z małymi dziećmi). Pozostałych 56 zatrzymanych osadzono w celach.

Niedługo później zaszły wypadki, które wykazały, że akcja Gestapo nie miała przypadkowego charakteru. Po upływie kilku dni niektórych więźniów aresztowanych w kościele św. Aleksandra kolejno wyprowadzono na więzienne podwórze. W czasie tego okazania bliżej niezidentyfikowany konfident wskazywał Niemcom osoby powiązane z Podziemiem. Według najbardziej rozpowszechnionej wersji, której autorem był Leon Wanat – więzień i kronikarz Pawiaka – owym zdrajcą był mężczyzna: „wzrostu średniego, szczupły, o śniadej cerze i ciemnych włosach”. Miał on w czasie „okazania” przebywać w pokoju przesłuchań, ukryty za framugą okna. Z kolei z datowanej na 1946 rok nieopublikowanej relacji łączniczki oddziału „Osa”-„Kosa 30”, Ireny Klimesz ps. „Bogna”, wynika, że tajemniczym konfidentem była kobieta.