W trakcie podejścia do lądowania na lotnisko Warszawa-Okęcie załoga wykonała procedurę wypuszczenia podwozia za pomocą instalacji alternatywnej. Okazało się, że zadziałały tylko klapy, ale nie wysunęło się podwozie. Załoga sprawdziła poprawność wykonania procedury. Następnie zgłosiła kontrolerowi ruchu lotniczego informację o braku możliwości wypuszczenia podwozia i poprosiła o pomoc centrum operacyjne. Samolot krążył w okolicy lotniska przez godzinę, aby wypalić paliwo, którego było zbyt wiele na lądowanie awaryjne. Liczono także, że grawitacja odblokuje podwozie, co jednak nie nastąpiło.
Około godziny 13:40 informację o kłopotach boeinga otrzymało lotnictwo wojskowe. Dwa myśliwce F-16 wystartowały w ciągu 10 minut z 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku. Kilka minut później zbliżyły się do boeinga i nawiązały kontakt z samolotem. Piloci F-16 potwierdzili kapitanowi Wronie, że podwozie nie jest wypuszczone, a następnie eskortowali samolot aż do udanego lądowania około godziny 14:30. Samolot przyziemił na drodze startowej 33. Ocierał się kadłubem i gondolami silników o nawierzchnię, która została przedtem zalana pianą przeciwpożarową. Pasażerowie opowiadali później, że nie odczuli wstrząsów. Bali się tylko pożaru, przed którym ostrzegała stewardesa. Ludzie krzyczeli, lamentowali, ale przy lądowaniu zapadła grobowa cisza.