Udziałem tej pracy stał się niesłychany sukces – Fliess, przerywając milczenie, wysłał list do Freuda, pytając, w jaki sposób doszło do tej kradzieży jego własności intelektualnej.

Freud próbował uniknąć odpowiedzi na to pytanie, wskazując na innych autorów zajmujących się podobną problematyką, Fliess zmusił go jednak do wyznania, że nie tylko odegrał on poważniejszą, niż skłonny byłby przyznać, rolę w przekazaniu jego idei, ale że zapomniał o dyskusji, jaką prowadził z nim na temat biseksualności. Tłumacząc się ze swego postępowania, Freud przyznał, iż miał pokusę, by ukraść Fliessowi autorstwo tej idei. Idei nie można opatentować – argumentował. Można je tylko trzymać dla siebie – człowiek, któremu tak bardzo zależy na prawie pierwszeństwa, powinien to właśnie uczynić.

Fliess publicznie oskarżył Freuda, Swobodę i Weiningera o kradzież; czyniąc to, opublikował bez zgody Freuda list, jaki od niego otrzymał. Swoboda z kolei oskarżył Fliessa o potwarz i o upublicznianie prywatnych listów bez zgody autora.