Dyamentowski mógł więc tytułować się tak bezpodstawnie lub też Joachim Lelewel otrzymał informacje niedokładne. Innymi budzącymi zastanowienie kwestiami są niespotykane w ówczesnej Polsce imiona noszone przez Dyamentowskiego oraz jego syna (Przybysław i Sobiesław), a także informacja o śmierci domniemanego stolnika w 1774 roku w wieku osiemdziesięciu lat oraz pozostawienie przezeń małoletniego syna. Z kolei prof. Jerzy Strzelczyk sceptycyzm Boronia odnośnie do samego istnienia osoby Dyamentowskiego uważa za zbyt daleko posunięty, argumentując, że wspominają o nim Adam Boniecki, Jędrzej Załuski i Stanisław Józef Duńczewski.

Według Piotra Boronia uprawnioną wydaje się teza, że tzw. Kronika Prokosza nie jest XVIII-wiecznym fałszerstwem dokonanym przez Przybysława Dyamentowskiego, ale sfabrykowanym krótko przed rokiem 1825 żartem towarzyskim generała Franciszka Morawskiego. Żart ten zaczął po ukazaniu się kroniki drukiem żyć własnym życiem, a wczesna historia Polski wzbogaciła się o jeszcze jedno fałszerstwo.

Przypisy