Tsai przywołuje szereg wytworów kultury popularnej i przedstawia je w nowym, zaskakującym świetle po to, by pokazać, że to, co oswojone, nie jest tak jednoznaczne jak widz chciałby sądzić.

Według Vivian Lee, w każdym bez wyjątku dziele Tsai Ming-lianga wyrażone jest „uwięzienie w niewyrażalnej samotności i […] dobrowolne odizolowywanie się” nowoczesnego człowieka. Niemożność skomunikowania się i zrozumienia drugiego, kryzys emocjonalny, zerwanie więzi rodzinnych, pragnienie miłości i seksualne frustracje – wszystkie te motywy wypełniające filmy tajwańskiego twórcy znane są już z europejskiego kina modernistycznego lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Być może właśnie w tym upatrywać należy przyczyny jego popularności u zachodniej publiczności, w myśl zasady, że widzom podobają się tylko te historie, które już słyszeli i że zdolni są dokonywać wyłącznie takich interpretacji, które operują znanymi im pojęciami” (zasadę tę Paulina Kwiatkowska nazywa „konwencjonalnym egzotyzmem”).