Po podjęciu decyzji zwracano się o wyrażenie zgody do zmarłych przodków, składając im odpowiednie ofiary, a ich odpowiedź odczytywano na podstawie wróżb.
W wyborze małżonki pomagali "fachowcy", którzy działali mniej więcej tak jak pośrednicy w handlu. "Swat" sprawdzał najpierw, czy oferowany "obiekt" odpowiada opisowi, czy nie ma ukrytych wad to znaczy czy kandydatka na oblubienicę jest dziewicą, czy jest zdrowa i rodzice są w porządku, zwłaszcza zaś czy nie ma prawnych przeszkód do zawarcia transakcji – czy między stronami przyszłej umowy nie zachodzą stosunki pokrewieństwa. Kazirodztwo traktowano jako absolutne tabu, i to do tego stopnia, że nawet przypadkowa zbieżność nazwisk wykluczała małżeństwo. Na koniec swat upewniał się, czy w znakach na niebie i wróżbach nie ma niczego podejrzanego. Pozostawało już tylko uzgodnienie ceny.