Rhodes nie miał wątpliwości, że winę za rosnącą niechęć Azjatów do Europejczyków ponoszą Portugalczycy i ich fatalna polityka kolonizacyjna. Każdy urzędnik przybyły z Lizbony dbał tylko o własną kiesę, a więc łupił niemiłosiernie bez zawracania sobie głowy pełnieniem obowiązków. Po powrocie do Europy Rhodes bezskutecznie próbował przekonać Stolicę Apostolską o konieczności uchylenia bulli Mikołaja V z 1454, która gwarantowała Portugalii wyłączność na kolonizację Azji poprzez „wzięcie w poddaństwo tamtejszych pogan, których nie dotknęła jeszcze zaraza Islamu i nauczanie prawdy w imię Chrystusa”. Nie zwojowawszy nic w Rzymie, pojechał do Paryża. I tu żądnym podbojów Francuzom jął opowiadać, że wietnamscy rybacy tkają swe sieci z jedwabiu, że kraj jest bogaty niczym mityczne El Dorado, a naród ciąży ku katolicyzmowi.
Tym razem powiodło się, choć dla Rhodesa pośmiertnie. Już po jego zgonie (zmarł w roku 1660) Watykan wyraził zgodę na utworzenie w Paryżu Towarzystwa Misji Zagranicznych, co legło u podstawy powołania do życia prywatnej spółki pod nazwą Francuska Kompania Wschodnioindyjska. Role zostały podzielone w ten sposób, że Kompania z siedzibą w Rouen zapewniała zakonnikom transport, utrzymanie oraz ochronę, w zamian za co mieli oni pełnić obowiązki przedstawicieli handlowych i prowadzić rachunkowość.