Polska nie będzie się angażować w działania militarne w Libii – oświadczył 19 marca 2011 w Paryżu premier Donald Tusk. Z kolei naloty na Libię poparła Japonia. „Potępiamy libijskie władze za przemoc wobec narodu” – brzmiał fragment oświadczenia japońskiego MSZ.

20 marca do przeciwników interwencji w Libii dołączyła Unia Afrykańska, która wezwała koalicję do zaprzestania ataków. Hugo Chávez, prezydent Wenezueli, sojusznik Kaddafiego znów oskarżył Zachód o „chęć przejęcia libijskiej ropy”. Jego zdaniem to „agresja przeciwko Libii”, a operacja sił międzynarodowych to „imperialne szaleństwo”. Z kolei Zjednoczone Emiraty Arabskie wyślą 24 samoloty (Mirage 2000 i F-16), zaś Katar wesprze koalicję 4-6 samolotami Mirage 2000. Natomiast Liga Arabska skrytykowała atak koalicji i wezwała do nadzwyczajnego spotkania ligi.

21 marca Irak wyraził poparcie dla koalicji antylibijskiej. Jednak szyicki duchowny Muktada as-Sadr, który w 2008 podpisał porozumienie pokojowe z rządem w Bagdadzie, potępił interwencje.

Premier Rosji Władimir Putin nie zgodził się ze słusznością operacji. Niepokoi łatwość, z jaką podjęta została decyzja o użyciu siły. W polityce USA staje się to trwałą tendencją.