A po tym Warszawa, stolica, głowa, inteligencja tego byłego 16-, 17-milionowego narodu Polaków będzie zniszczona, tego narodu, który od 700 lat blokuje nam Wschód i od czasu pierwszej bitwy pod Tannenbergiem leży nam w drodze. A wówczas historycznie polski problem nie będzie już wielkim problemem dla naszych dzieci i dla wszystkich, którzy po nas przyjdą, ba, nawet już dla nas”.
Pierwszą reakcją Hitlera było wydanie polecenia ewakuacji poza obręb miasta wszystkich przebywających tam Niemców. Następnie niemiecka Luftwaffe miała „przez masowe użycie wszystkich samolotów frontu środkowego, włącznie z samolotami komunikacyjnymi, zrównać Warszawę z ziemią i przez to zdusić ognisko powstania”. Zadanie zorganizowania dywanowych nalotów na Warszawę otrzymał dowódca niemieckiej 6. Floty Powietrznej (Luftflotte 6), generał Robert Ritter von Greim. Szybko okazało się jednak, że wykonanie rozkazu jest nierealne. W mieście został bowiem odcięty szereg niemieckich urzędów oraz jednostek wojskowych i policyjnych, których ewakuacja była chwilowo niemożliwa.