Za promocję kulturystyki w Polsce, nawet w rodzimej formie wspomnianej już „polskiej szkoły” był często atakowany, głównie przez innych dziennikarzy. Zarzucano mu, że tworzy „sztukę dla sztuki”, czyli system rozwoju umięśnienia na pokaz. Niektórzy prominenci z władz sportowych, krytykowali Zakrzewskiego za to, że odciąga młodzież od uprawiania „prawdziwych” dyscyplin sportowych.
Ogromny wysiłek Stanisława Zakrzewskiego przyniósł rezultaty. Kulturystyka stała się trwałą częścią programu Zarządu Głównego TKKF, a on sam został przewodniczącym Społecznej Komisji Kulturystyki. Znalazł też sojusznika w generalicji Ludowego Wojska Polskiego, które potrzebowało silnych i sprawnych żołnierzy. Kulturystyka podobała się również organizacjom młodzieżowym, widzącym w niej sposób na wyżycie się i przyjemne spędzanie wolnego czasu przez młodzież. Przede wszystkim jednak spodobała się polskiemu społeczeństwu. Szybko wzrastał nakład „Sportu dla Wszystkich” – z niewiele ponad 9 000 egzemplarzy w maju 1958 roku do 100 tys. egz. w grudniu 1961 roku (ponad dziesięciokrotnie w ciągu niespełna czterech lat!). W następnych latach, chociaż nakład ciągle się zwiększał, pismo można było kupić tylko „po znajomości i spod lady”.