Swoje rysowane na przesuwanych rolach papieru prace z tamtych czasów nazywali „orkiestracjami”, przedstawiali na nich przekształcające się formy rysowane obok siebie, niczym stop-klatki filmu. I choć w tych pracach nic się jeszcze nie poruszało, widz zmuszony był do poruszania się przy oglądaniu prac, do dopowiadania sobie brakujących „klatek” między kolejnymi elementami.
Rzeczą naturalną, więc wydawało się zwrócenie obu artystów w stronę filmu, medium, które mogło w niemal idealny sposób wyrazić ich dążenia. Zainteresowanie ich pracą zresztą wzrastało, kilka tygodni w Brandenburgii spędził z nimi Theo van Doesburg, który umieścił potem o nich artykuł w wydawanym przez siebie, wpływowym piśmie De Stijl. Artyści uzyskali grant, za pomocą którego mogli wynająć studio oraz technika. Niestety próby przeniesienia na filmowy ekran ich przesuwanych obrazów nie powiodły się. Richter zrozumiał, iż podstawowym elementem filmu jest nie forma a czas, co pozwoliło mu rozpocząć właściwą pracę.