Działania starostów i wojewody krakowskiego wobec bandy pozostawały niemrawe aż do incydentu z 16 lipca 1688 roku, kiedy to banda Portasza podczas napadu na folwark w Węgierskiej Górce porwała urzędnika Marcina Jaszka i uwięziła go w karczmie w Rajczy. Mimo że żona porwanego zapłaciła okup (360 dukatów i 470 talarów), zbójnicy na jej oczach zabili uwięzionego, następnie bezczeszcząc zwłoki. Wobec takiej zbrodni w pogoń za zbójnikami wysłano 40-osobowy oddział wojska sprowadzony specjalnie z Krakowa, który jednak nie ujął przestępców; ujęto jedynie i stracono kochankę zbójnika – Reginę i jej ojca, Tomasza Dudka z Milówki, oskarżonych o ukrywanie zbójników.
Natomiast Portasz ze swym bratem Pawłem pojawił się w Krakowie, gdzie – jako kupiec – sprzedawał pochodzące z rabunków srebro. Uwięziony („że był srebro Żydom sprzedawał łomane (...)”) został jednak zwolniony przy wydatnej pomocy węgierskiego studenta, podającego się za jego faktora. Węgier przekonał rajców o kupieckiej profesji zbójnika, który – zostawiwszy srebro w zastaw – zbiegł na ziemię żywiecką. Tu zatrzymał się w Milówce u matki Reginy, która – gdy Portasz się posilał – mszcząc się za śmierć córki, zaalarmowała okolicznych chłopów.