24 października na miejsce egzekucji w lesie pod wsią Rudzki Most doprowadzono pierwszą 50-osobową grupę skazańców, wśród których znajdował się ksiądz Franciszek Nogalski, zatrzymany wcześniej w charakterze zakładnika. Kierujący egzekucją Kurt Gehrt (volksdeutsch z Bagiennicy) wygłosił po polsku przemówienie. Stwierdził, że z winy Polaków zginął najlepszy Niemiec w okolicy - Hugo Fritz z Piastoszyna, a powodem jego śmierci było podpalenie przez Polaków jego stodoły. Zapowiedział też, że jeżeli znajdzie się zbrodniarz, który podpalił stodołę, to Polacy zostaną zwolnieni, w przeciwnym razie wszyscy zostaną rozstrzelani. Dodał, że egzekucje będą trwały tak długo, dopóki nie znajdzie się podpalacz.
Na te słowa ksiądz Nogalski wystąpił z szeregu oświadczając, że to on podpalił stodołę Fritza, więc pozostali są niewinni i powinno się ich zwolnić. Zdenerwowany i zbity z tropu Gehrt powiedział: "Ten przeklęty klecha szuka wymówek i dąży do tego, aby wszyscy zostali zwolnieni. Musimy go za to powiesić". Zaczął gorączkowo rozglądać się za drzewem, na którym mógłby powiesić księdza. Odpowiedniego drzewa nie udało się jednak znaleźć, w związku z czym duchownego skatowano, a następnie rozstrzelano. Pozostałych skazańców rozstrzelano wkrótce później.