W XVIII wieku uznano go za cudowny, świadczą o tym zapiski tutejszego plebana księdza Czwojdzińskiego z 1783 roku, które mówią: Katarzyna, uboga panna ze szpitala św. Ducha w Krobi, przyszła z biletem [przesłaniem] od swojego proboszcza do Skoraszewic do mnie, księdza Czwojdzińskiego, plebana natenczas, i powiedziała przed moją czeladzią, że tu w Skoraszewickim kościele doznałam protekcyi [pomocy i uzdrowienia] Trzech Króli, bo po długiej chorobie dziecięciem będąca nosili mnie rodzice, zaniemówiłam i po odprawieniu mszy świętej [...] moje było, jest, i dał mi ksiądz jabłko i zjadłam dlatego [...] mnie, że tu zdrowia nabyła. Historia przytoczona dzięki zapiskom księdza Czwojdzińskiego jest niezwykła i inspirująca do dalszych poszukiwań w jego notatkach. I tak zainteresowana historią cudów w Skoraszewicach znalazłam następną historię, która opowiada: [...] Powtóre Wojciech Wlekliński, chłopcem u mnie będący siostrzeniec, kiedy chodził po sadzie z księdzem Jakóbem Goćwińskim, wikarjuszem będącym w Pępowie, padł i toczył śliny, ksiądz prędko wspomnien przypadł do mnie i opowiedział, co się stało z Wojciechem siostrzeńcem moim z Krobi. Ja natomiast wziąłem kartkę Trzech Króli i wziąwszy zawiesiłem na szyi jego a potem zaraz wstał i zdrów był do tego czasu i tak go choroba nie turbowała więcej.