Kulwant Singh Wirk – Wola życia 1947 rok. Kilka miesięcy po powstaniu Pakistanu. W komisariatach zalegają sprzęty uchodźców, dzielony między Indie i Pakistan dobytek. Rzeczy straciły właścicieli. Ich właściciele stracili poczucie bezpieczeństwa, często cześć, wiarę w ludzi, w Boga często nawet życie. Tylko ziemia pozostała nieporuszona. Wędrują nią w stronę Indii i Pakistanu miliony przerażonych uchodźców. Rozpadają się stare więzi. Milczący, nieobecni duchem uciekinierzy przybywając do wiosek czynią je obcym nieznanym miejscem. Woda już nie służy do ablucji przed modlitwą. Jak można oczyszczać się wodą czerwoną od krwi?

W tym świecie chaosu powraca jednak znów pragnienie stabilizacji, zadomowienia się. Narrator tej opowieści jest jedną z osób wprowadzających ład. Przyjeżdża z Indii w poszukiwaniu porwanych przez muzułmanów podczas exodusu sikhijek i hindusek. Gwałconych, siłą nawracanych na islam. Przyjeżdża do wiosek w towarzystwie oddelegowanych do tego pakistańskich policjantów. Pewnego dnia trafia do ubogiej chaty, w której znajduje samotnie chorującą kobietę. Właściciela domu, sprzętów i jej ciała nie ma. Nikt jej w chorobie nie dogląda. Nie wie ona, że należy do poszukiwanych, zabieranych do Indii osób.