Co zrobić z bezczeszczącym podwórze bramina trupem? Skórnicy nie przyszli po niego, a bramin sam nie może dotknąć ciała człowieka z niskiej kasty. Nocą bramin wlecze trupa za wieś. Po powrocie myje się, czyta modlitwę do Durgi, święci mieszkanie wodą z Gangesu. A na polu szakale, sępy i psy ucztują na ciele Dukhi.

Godność zawodu Pracz Beczu czuje się na wsi potrzebny. Czyste ubranie potrzebne jest na każdą okazję – smutną i radosną. Ale gdy za sprawą susza wysychają potoki prać trzeba w odległym stawie czekając z innymi na swoją kolejkę. Beczu nie radzi sobie. Zwija swój dobytek i opuszcza wieś. W mieście wody nie brakuje. Wreszcie mu się powodzi. Czasem przez jeden dzień zarobi tyle, ile na wsi przez rok. Zmienia się. Nowa fajka. Przestaje chodzić boso. Jedzenie z grubej mąki zaczyna mu szkodzić. Wódkę pije nie tylko, aby uczcić święto, ale i aby odegnać zmęczenie. Żona domaga się ozdób, dzieci łakoci. W dobrobycie zaczyna im brakować pieniędzy. Aby pokryć rosnące wydatki żona Becza zaczyna pożyczać oddawane do prania ubrania. Najpierw go to oburza, ale gdy w chorobie brakuje na lekarstwa, sam stwierdzając, że miasto nie jest dla uczciwych, pożycza powierzoną mu odzież. Jeden z gości weselnych rozpoznaje na kimś swoją wspaniałą szatę z Benaresu. Jest jednak przekonany, że pracza okradziono.