Indiom Toynbee poświęca kilka rozdziałów. Swoje wrażenia z subkontynentu autor zaczyna od refleksji na temat praw zwierząt, które są tak ufne tu wobec człowieka, bo wiele im tu można, świadome tego, że ich obecność jest częścią boskiego ładu wiedzą, że nie wolno ich zabijać. Choć, jak Toynbee zauważa nie oznacza to, że zabiega się w Indiach o ich godziwe utrzymanie. T. pisze zabawnie o tym, że drogi należą tu do zwierząt, że jastrzębie zuchwale potrafią porwać jedzenie z talerza, a wróble skaczą beztrosko po stole. Mimo to wolałby on wcielić się kiedyś w krowę na Zachodzie. W Indiach nie byłbym zarżnięty, ale na nic więcej nie mógłbym liczyć s. 126.. Uważa on, że nasze krowy mają ograniczone prawo dożycia, ale pełniejsze do szczęścia.

Kolejnym tematem jest nowa mapa Indii powstała w 1947 roku, gdy subkontynent wyzwolił się spod panowania brytyjskiego przeżywając tragiczny podział na Indie i Pakistan. Toynbee pisze tu o walkach o władzę po odejściu Brytyjczyków przypominających walki o sukcesje padającego Imperium Mogołów.Teraz pozostawione sobie Indie, jednoczone uprzednio udziałem w brytyjskiej armii,administracją, językiem angielskim i siecią kolei, podzieliły się dramatycznie. Na podziale najbardziej ucierpiały dwie prowincje: na zachodzie Pendżab i na wschodzie Bengal.