Jerzy Toeplitz cenił Ulicę Graniczną za perswazyjny charakter filmu; reżyser według Toeplitza „umie nie tylko mierzyć tempo filmu, znajdując właściwą równowagę między poszczególnymi scenami [...], ale co ważniejsze, potrafi odpowiednio wygrać aktora, wydobywając z niego maksimum prawdy, gestu i słowa”. Nieliczni publicyści, na przykład Leon Bukowiecki, rzeczywiście traktowali Ulicę Graniczną jako komentarz do polskiego antysemityzmu i chwalili Forda za podjęcie owego tematu z wyczuciem. Niemniej jednak to nie uratowało filmu; na Zjeździe Filmowców w Wiśle w 1949 roku Ulica Graniczna znalazła się wśród filmów potępionych za defetyzm i pesymizm. Wymuszoną alternatywą dla jej podobnych utworów filmowych miała być odgórnie wprowadzona doktryna socrealizmu.

Tomasz Żukowski po latach w krytycznym artykule o Ulicy Granicznej pisał, że przeforsowana ostateczna wersja filmu oferowała zakłamany portret postaw Polaków wobec Żydów;