Pakt ustanawiał swobodę handlową pomiędzy oboma państwami i gwarantował bezpieczeństwo angielskim kupcom, którzy nie mogli od tej pory być ścigani przez inkwizycję.

Udało się też uspokoić Niderlandy, co graniczyło z cudem, bo po obu stronach panowały silne tendencje, by utrzymać status quo. Dla wielu Hiszpanów pokój z Holendrami był upokarzającą zgodą na herezję i bunt przeciw władzy monarchy, z kolei niektórym Holendrom odpowiadał stan wojny, który umożliwiał bezkarne podboje w Nowym Świecie. Do pokoju zatem nie doszło, podpisano jedynie rozejm, obliczony na 12 lat (9 kwietnia 1609). Rozejm zresztą okazał się kruchy i pozorny – Holendrzy bez żenady atakowali portugalskie posiadłości i zakładali własne kolonie w Brazylii i Azji Południowo-Wschodniej.

Choć zawieszenie broni w Niderlandach dotyczyło pozornie tylko Hiszpanii, wiernych jej południowych flamandzkich prowincji oraz zbuntowanej federacji Zjednoczonych Prowincji z północy, w istocie rzeczy oznaczało uspokojenie sytuacji w całej Europie. Niderlandy były bowiem jedynie jak soczewka, w której skupiał się ogólnoeuropejski konflikt – po jednej stronie głównym rozgrywającym była Hiszpania, wsparta przez Cesarstwo oraz większość państw katolickich, po drugiej Francja, państwa protestanckie i, okazjonalnie, Anglia.