Ostatni czyn Antoniego Gąsiorowskiego znany był rodzinie za pośrednictwem pielęgniarki pracującej w szpitalu, gdzie przewieziono ciężko rannego funkcjonariusza Gestapo.

Wydarzenia związane z odsłonięciem tablicy naznaczone były silnym piętnem komunistycznej propagandy i stanowiły próbę zyskania przez władzę szerszego poparcia społecznego w okresie stanu wojennego. Ze względu na niezadowalające rezultaty pierwszych badań oraz brak czasu tablicę zaprojektowano w taki sposób, by można było dodać później nazwisko Gąsiorowskiego.

W relacjach świadków Gąsiorowski jawi się jako głęboki patriota i człowiek z dużym poczuciem honoru, co wyróżniało go nawet na tle innych działaczy podziemia – po zakończeniu Akcji Bollwerk miał pozostawić w jednym z budynków zarekwirowany przez władze okupacyjne gramofon grający Mazurka Dąbrowskiego. Nie do końca miał akceptować zasady konspiracji, gdyż – jak twierdził – nie chciał umrzeć bezimiennie. Miał mieć również skłonność do brawury. Wspominano również epizody jego życia z czasów poprzedzających okupację – jego ekę oraz przyzwyczajenia i preferowane sposoby spędzania wolnego czasu m.in.