Latarniowiec został później na stałe zacumowany w przystani Dundee, a jego funkcję przejęła wybudowana później latarnia morska.

Tragedia „Mony” przyczyniła się do wszczęcia oficjalnego śledztwa, podczas którego została określona w dniu wypadku jako w pełni zdolna do żeglugi. Jako przyczynę tragedii wskazano wywrócenie się łodzi spowodowane utratą stabilności na skutek zalania przedziału silnikowego. Dryfująca w stronę lądu łódź z martwą załogą została następnie postawiona przez uderzenie masztu w płyciznę i w takim stanie odnaleźli ją ratownicy. Na pokładzie znajdowały się ciała pięciu członków załogi, a ciało szóstego odnaleziono dryfujące w bezpośrednim otoczeniu jednostki.

Według listu nadesłanego do „Dundee Evening Telegraph” ze stycznia 2006 roku przez jednego człowieka, który wierzył w opętanie statku przez szatana, postanowiono przeprowadzić na łodzi egzorcyzmy poprzez „rytuał wikingów”. „Mona” została zabrana w nocy do portu Seton na rzece Forth, opróżniona ze wszystkich wartościowych przedmiotów, przycumowana łańcuchami do nabrzeża i podpalona. Podpalenie to odbyło się za pozwoleniem i wiedzą przewodniczącego Szkockiego Urzędu ds. Łodzi Ratunkowych (Scottish Lifeboat Council).