thumb|left|Wizualizacja lotu W chwili wznoszenia się samolotu na wysokość 4500 metrów (ok. 14 750 stóp), kontroler lotu ostrzegł pilotów przed silnymi burzami między wysokością a stóp. Kilka minut później samolot wpadł w strefę gradu. Opady te były tak silne, że w samolocie popękało wiele okien. Lód, który dostał się do wnętrza silników, doprowadził do pompażu i wybuchów wewnątrz silników, które spowodowały uszkodzenia łopatek sprężarki silników. Niedostateczny dopływ powietrza doprowadził do względnego nadmiaru paliwa i spowodował pożar wewnątrz silników. Najpierw silnik nr 1 stracił ciąg, niedługo później silnik prawy spotkało to samo. W związku z brakiem zasilania od silników załoga uruchomiła APU. Samolot kontynuował lot bezsilnikowy z obniżaniem wysokości.
Feralne awaryjne lądowanie Maszyna szybowała, gdy kontrolerzy kazali jej lecieć na lotnisko do wojskowej bazy lotniczej Dobbins Air Force Base w Mariettcie w stanie Georgia. Innym rozwiązaniem było nieczynne lotnisko w Cartersville. Maszyna jednak kluczyła w chmurach burzowych i miała zbyt małą wysokość, aby bezpiecznie dolecieć na lotnisko do Marietty czy do Cartersville. Kapitan Bill McKenzie zdecydował się na awaryjne lądowanie na pobliskiej autostradzie. Maszyna wypuściła podwozie.