Fakt znajdowania się samolotu nad powierzchnią oceanu, a nie nad lądem, wykluczył możliwość skorzystania z radiowysokościomierza. Maszyna leciała praktycznie na oślep.
Chwilę później kabinę pilotów zaczęły zalewać kolejne alarmy i komunikaty, całkowicie pozbawione sensu, biorąc pod uwagę warunki, w jakich samolot się znajdował: przekroczenie dopuszczalnej prędkości (mimo że prędkościomierz wskazywał 0 węzłów), ostrzeżenie przed wleceniem we front burzowy (mimo że pogoda w okolicy była poprawna), ostrzeżenie o wejściu samolotu w przeciągnięcie (co oznaczało, że samolot leci zbyt wolno) oraz ostrzeżenie przed zbyt niską wysokością i zbliżaniem się do powierzchni ziemi -- ang. Too low! Terrain!.
Piloci poprosili o pomoc kontrolę naziemną i o podanie im ich aktualnej wysokości, na co otrzymali odpowiedź, że znajdują się na wysokości 7000 stóp (ok. 2140 m) (FL70), co okazało się być błędną wartością – radar kontroli lotów odczytywał wysokość wysłaną przez transponder samolotu, identyczną ze wskazaniami przyrządów w kokpicie. Kontroler lotów postanowił wysłać na pomoc załodze drugi samolot – oczekującego na załadunek Boeinga 707 – jednak w chwilę później maszyna obsługująca lot 603 zawadziła skrzydłem o wodę. Pomimo wysiłków pilotów, uderzyła w powierzchnię oceanu i zatonęła. Do katastrofy doszło u wybrzeży Pasamayo.