Był człowiekiem o niezwykle silnej osobowości, oddanym zgromadzeniu, wymagającym wobec siebie i innych, ale w polityce personalnej zbyt często kierującym się osobistymi sympatiami i antypatiami. Położył ogromne zasługi w dziele odbudowy kościoła i klasztoru pobernardyńskiego w Przasnyszu i organizacji drugiej placówki zakonnej w Sadowiu k. Ostrowa Wielkopolskiego (1932). W przeciwieństwie do o. Piusa niezbyt dobrze radził sobie z nauką języka polskiego. Do końca pobytu w Polsce kaleczył polszczyznę i nasycał ją słówkami włoskimi. Gdy kiedyś podczas jednego z odpustów podano mu do stołu sałatę ze śmietaną, miał odpowiedzieć, że lubi insalate z panną (panna to po włosku śmietana).

Gdy w 1933 r. polska fundacja pasjonistów została podniesiona do rangi komisariatu – jednostki administracji zakonnej zależnej bezpośrednio od generała, stanął na jej czele. Był też mistrzem nowicjatu i przełożonym domu w Sadowiu.

W sierpniu 1936 r. władza państwa nie przedłużyła zakonnikowi wizy pobytowej w Rzeczypospolitej Polskiej i padre Bartolomeo musiał opuścić Polskę. Jednym z powodów zakończenia jego pobytu było pismo Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu, w którym Włochowi zarzucano m.in.