W Polsce, pomimo otaczającej ją zawiści i niechęci, Alicja Lisiecka osiągnęła spory sukces. Na wyjazd za granicę zdecydowała się jednak przede wszystkim z powodów osobistych. W 1965 we Włoszech, na stypendium Ministerstwa Kultury, poznała Tadeusza Nowakowskiego, pisarza, autora Obozu wszystkich świętych, jednego z filarów Wolnej Europy. Mimo że był żonaty i miał dziecko, nie skończyło się to na krótkim romansie. W 1966 przyjechał do niej do Londynu na pogrzeb jej ojca. Komplementował ją w paryskiej „Kulturze” i londyńskich „Wiadomościach”, nazywając „miss ZLP”, „Simone de Beauvoir bez swego Sartre’a”. Choć romans z Nowakowskim mógł się skończyć dla obywatelki PRL-u procesem o szpiegostwo, straciła dla niego głowę. Był objęty absolutnym cenzorskim zapisem, mimo to napisała o nim tekst, nie wymieniając jego nazwiska, ale dedykując go „T.N.” i cytując duże fragmenty wydawanych na Zachodzie książek Nowakowskiego, bez podania ich tytułów. Wszystkie ówczesne pisma, którym go wysłała, zorientowały się, o kogo chodzi. Wydrukował to, niczego nie podejrzewając, bydgoski tygodnik „Wiatraki” w 1965.