5 sierpnia 1944 roku, w piątym dniu powstania warszawskiego, nacierające na miasto od zachodu oddziały niemieckie dokonały masakry mieszkańców dzielnicy Wola. Z rąk funkcjonariuszy SS i policji niemieckiej dowodzonych przez Heinza Reinefartha zginęło wtedy od 20 tys. do 45 tys. Polaków. W godzinach wieczornych przybyły z Sopotu SS-Obergruppenführer Erich von dem Bach-Zelewski złagodził eksterminacyjne rozkazy Adolfa Hitlera i Heinricha Himmlera, zakazując mordowania kobiet i dzieci. Utrzymał jednak w mocy rozkaz likwidacji wszystkich polskich mężczyzn oraz wziętych do niewoli powstańców. Nie wszystkie oddziały liniowe zaczęły zresztą przestrzegać od razu nowych wytycznych. W rezultacie w kolejnych dniach rzeź trwała nadal.
Wola była zasłana tysiącami zwłok, które szybko rozkładały się w letnim upale. W obawie przed wybuchem epidemii, a być może kierując się także dążeniem do zatarcia śladów masakry, Niemcy postanowili je usunąć i spalić. W charakterze przymusowej siły roboczej zatrudnili polskich mężczyzn, których wyciągnięto z kolumn wypędzanej lub prowadzonej na śmierć ludności. Specjalne komando palaczy zwłok otrzymało nazwę Verbrennungskommando.