Główne siły Czarnieckiego zaalarmowane zostały przez chorągwie oboźnego wojskowego Szymona Kaweckiego i strażnika koronnego Mariusza Jaskólskiego, które pierwsze starły się z idącym w przedniej straży Carlem Gustafem Wranglem. Całkowicie zaskoczone wojska koronne rzuciły się do ucieczki, tym bardziej, że Szwedzi dysponowali znaczną przewagą liczebną, gdyż w obozie Polacy nie zdążyli zebrać wszystkich swych sił. Także wojska szwedzkie widząc pomieszanych Polaków nie czekały na nadejście artylerii i natychmiast zaatakowały. Zaskoczenie było zupełne i armia koronna poszła w rozsypkę. Szwedzi rzucili się za uciekającymi pułkami w pogoń, zadając polskim siłom znaczne straty. W szwedzkie ręce dostało się wielu oficerów, w tym wysłannik Jana Kazimierza dworzanin Jan Dominik Działyński. Nawet sam Czarniecki z trudem uniknął niewoli.
Po porażce Czarniecki zrezygnował z wyprawy pomorskiej i stosując się do otrzymanych rozkazów królewskich szybko zebrał rozproszone oddziały, a następnie ruszył pod Warszawę, by pomóc Janowi Kazimierzowi w odzyskaniu stolicy.