przewlekłe walki trwały cały dzień, bez rozstrzygnięcia, choć dwa następne francuskie okręty musiały, uszkodzone, wycofać się. 30 maja sztorm zapobiegł działaniom. Howe nakazał swoim kapitanom działać zdecydowanie, nie przestrzegać dokładnie zaleceń taktyki liniowej, lecz podejść jak najbliżej okrętów nieprzyjaciela (do których właśnie dołączyły siły Nielly'ego).

1 czerwca licząca 25 okrętów flota brytyjska, znajdująca się na nawietrznej, ruszyła na liczącą 26 okrętów flotę francuską. Villaret de Joyeuse usiłował w nocy zwiększyć dystans między flotami, ale mu się to nie powiodło. Brytyjskie liniowce nie manewrowały eskadrami, lecz każdy indywidualnie podszedł do linii francuskiej i otworzył ogień mierząc w kadłuby przeciwnika (a nie, jak zazwyczaj, w takielunek, by go unieruchomić). Bitwa stała się chaotyczna i zajadła, poszczególne okręty toczyły indywidualne pojedynki.

Po południu z ciężko uszkodzonych 11 francuskich liniowców, 6 zdobyli Anglicy, a 5 uratował, dzięki energicznym działaniom, de Joyeuse (choć okręt jego otrzymał 500 trafień i stracił 300 ludzi). Brytyjczycy musieli odesłać kilka najciężej uszkodzonych liniowców do portu. Francuzom udało się uniknąć eskadry Montagu i 11 czerwca weszli do Brestu.