Dowódcą operacji – powołanym przez Ministra Spraw Wewnętrznych i Szefa Urzędu Ochrony Państwa Krzysztofa Kozłowskiego – został płk Gromosław Czempiński, współpracujący z pracującym pod przykryciem płk. Andrzejem Maronde, dyplomatycznym kierownikiem Wydziału Konsularnego Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Bagdadzie i nowo powołanym szefem komórki organizacyjnej Zarządu Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa w Ambasadzie Rzeczypospolitej Polskiej w Bagdadzie.

Głównym zadaniem było nawiązanie kontaktu ze szpiegami ze Stanów Zjednoczonych i przekazanie im polskich paszportów, dzięki czemu mogli oni opuścić Irak. Operacja była trudna, gdyż Irakijczycy zauważyli kontakty między Polakami a Amerykanami. Amerykańscy agenci otrzymali schronienie na polskiej budowie, zapewniono im paszporty i umieszczono w autobusie wyjeżdżającym z Iraku. Pogranicznik iracki, który patrolował granicę, studiował w Polsce i dosyć dobrze znał język polski, w związku z czym odpytywał pasażerów. Amerykański funkcjonariusz nie znał języka polskiego, więc udawał nietrzeźwego (inna wersja mówi o tym, że zemdlał), bazując na stereotypie pijanych Polaków. Iracki funkcjonariusz odstąpił od dalszej kontroli, a autobus przekroczył granicę Iraku z Turcją ze wszystkimi pasażerami.