Osoba z takim dzieckiem – często była wytykana palcami lub alienowana.
Chester Gillette został stracony na krześle elektrycznym 30 marca 1908 roku w Nowym Jorku. W chwili śmierci miał 24 lata.
Do dziś trwają spekulacje czy Gillette faktycznie zabił kochankę, czy jedynie nie udzielił jej pomocy, gdy ta wyskoczyła z łodzi. Na niekorzyść skazanego przemawiało to, iż miał on motyw. Również nie bez znaczenia pozostał fakt, iż po zdarzeniu na łodzi, wiedział w którą stronę się udać oraz to, iż według relacji świadków zachowywał się aż do momentu ujęcia bardzo beztrosko.
Z drugiej jednak strony Chester Gillette do momentu egzekucji nigdy oficjalnie nie przyznał się do winy, a w więzieniu zachowywał się bardzo spokojnie – nie mając najmniejszych problemów ze snem. Na apel swojej matki, która prosiła go by przyznał się do winy i wyraził skruchę (dzięki temu istniała szansa, iż otrzymałby wyrok dożywotniego pozbawienia wolności) – odpowiedział pytaniem: „Czy naprawdę bardziej wierzysz prasie niż własnemu synowi?”. Ówczesna prasa jeszcze przed zapadnięciem wyroku