Przeciwnikiem powstania był historyk Hekatajos, który radził spiskowcom, by, jeżeli zdecydują się chwycić za broń, przede wszystkim zadbali o panowanie na morzu. Do tego potrzebna była jednak współpraca innych greckich polis oraz pieniądze ze skarbca świątyni Apollona w Didymach, do czego ostatecznie nie doszło.

Według Herodota Arystagoras udał się do Grecji właściwej, szukając poparcia. W Sparcie miał rozmawiać z królem Kleomenesem I, starając się przekonać go do wyprzedzającego ataku na Persję (co miało być łatwe), obiecywać miał wielką ilość łupów oraz zwracać uwagę, że stolica, Suza, leży w odległości "zaledwie" trzech miesięcy marszu od wybrzeża. Kleomenes – zdając sobie sprawę, jak pisał Herodot, że na ogromnym obszarze Azji Mniejszej jego wojsko uległoby rozproszeniu – miał odmówić, ale Arystagoras miał mieć więcej szczęścia w Atenach, ponieważ, łatwiej przekonać tysiąc Ateńczyków niż jednego spartańskiego króla. Ateny uznawały się za opiekuna wszystkich Jonów i uważały za swój obowiązek przyjść im z pomocą.