Prokonsul orientował się doskonale, że Galowie dysponują znacznie liczniejszą jazdą, która po zablokowaniu wszystkich dróg do rzymskiej Prowincji (Galia Zaalpejska) uniemożliwiała dotarcie jakichkolwiek posiłków dla Rzymian stacjonujących na terenach plemienia Lingonów, w okolicach dziś Langres. Wódz rzymski zdołał jednak wysłać gońców do Germanii i sprowadzić stamtąd jeźdźców i lekko zbrojnych piechurów, którzy walczyli między jezdnymi trzymając się podczas ataku końskich grzyw. Widząc ich nędzne konie Gajusz Juliusz Cezar nakazał zebrać wszystkie konie trybunów wojskowych, ekwitów rzymskich i wysłużonych ochotników i rozdzielił je między Germanów.
Kiedy Wercyngetoryks otrzymał żądane posiłki ruszył w ślad za Cezarem, który chcąc nieść pomoc zagrożonej przez powstańców Prowincji rozkazał legionom marsz ku ziemiom Sekwanów. Po doścignięciu maszerujących Rzymian wódz galijski rozłożył swą armię trzema obozami w odległości ok. dziesięciu tysięcy kroków (15 km) od obozu Rzymian. Na zwołanej naradzie ujawnił naczelnikom plemiennym swój plan. Upojony zwycięstwem pod Gergowią Wercyngetoryks uważał, że należy uderzyć na Rzymian w trakcie marszu, gdyż w przeciwnym razie kiedy dotrą oni do Prowincji, to po uzupełnieniu swych sił powrócą do Galii i w ten sposób wojna się nie zakończy.