Mimo próśb ks. Jana Hajdy i kolegów, żeby ratował się ucieczką odmówił, odpowiadając, że nie opuści współtowarzyszy i nie zdradzi ziemi śląskiej ani Polski, którą kochał. Zdradzony i wydany w ręce wroga był torturowany, a następnie przewieziony do obozu w Nieborowicach. W nocy z 5 na 6 września hitlerowcy urządzili sobie libację alkoholową, na którą zaprosili kolegów z innych miejscowości oraz z Czuchowa. Oprowadzali Teofila Bielę po wszystkich barakach obozu – który ze współwięźniów go opluł, był w nagrodę wypuszczany na wolność. Następnie wyprowadzili wszystkich więźniów na plac apelowy i kazali utworzyć im szpaler. Na koniec przywiązali do wozu ciężko pobitego Bielę i ciągnęli po ziemi wśród nich. Pierwszy zaprotestował ksiądz Władysław Robota, za nim jeszcze szesnastu więźniów – wszyscy tym samym wydali na siebie wyrok. Niemcy ustawili więźniów w koło i dali broń cywilom, każąc im strzelać... Ta masakra przeszła do historii jako „krwawa noc” w Nieborowicach. Zwłoki pochowano w przydrożnym rowie, później przeniesiono je na cmentarz w Pilchowicach.

Został rozstrzelany.

Był żonaty, miał cztery córki: Kornelię (ur. 1926), Stefanię (ur. 1927), Lidię (ur. 1930) i Teofilę (ur.