Urszula, wyczuwając obecność swego męża jako ducha, proponuje staremu adwokatowi Labradorowi, niechętnie zajmującemu się procesami politycznymi, zajęcie się obroną Stacha.
Labrador wyperswaduje niedoświadczonemu Stachowi otwarty bunt przeciwko systemowi na sali sądowej. Adwokat zadaje robotnikowi pytanie: „Nie poszliście na czołgi?”, a na odpowiedź: „To źle, panie mecenasie?” – odpowiada następująco: „Nie. To dobrze. Tylko trzeba dużo wytrzymać”. Stach, częściowo pod wpływem wskazówek udzielonych przez Labradora, składa zeznania w sądzie i pokornie godzi się na wyrok w zawieszeniu.
W międzyczasie Urszula zmaga się z traumą po śmierci Antoniego i tęskni do męża, a owej boleści nie jest w stanie zapobiec samotne wychowywanie syna Jacka. Dalsze życie staje się dla niej nieznośne. Urszula decyduje się na radykalny krok. Odprowadziwszy synka do matki, żegna się z nim, wraca do domu, zatyka otwory wentylacyjne w kuchni i w akcie samobójstwa odkręca kurek gazu.