Otrzymane polecenie wykonał stając na czele podchorążych batalionu szkolnego Oficerskiej Szkoły Piechoty dowodzonego przez kpt. Jana Rzepeckiego. Wiadukt był już obsadzony przez II dywizjon 1 pułku szwoleżerów pod dowództwem mjr. Leona Strzeleckiego. Po przybyciu na wiadukcie mostu złożył meldunek Stanisławowi Wojciechowskiemu, a następnie zameldował się Józefowi Piłsudskiemu. Był świadkiem rozmowy obu dygnitarzy, a po jej zakończeniu i odjeździe prezydenta odmówił marszałkowi Piłsudskiemu przepuszczenia go przez most. Szczegółów swojej rozmowy z marszałkiem, a w szczególności wysuniętych przez Piłsudskiego argumentów Marian Porwit nie ujawnił nawet w swych wspomnieniach opublikowanych 60 lat później. Po odjeździe marszałka przystąpił do zajęcia wiaduktu mostu obsadzonego przez szwoleżerów. Ponieważ gen. Stefan Suszyński, komendant miasta stołecznego uchylił się od wydania Marianowi Porwitowi jednoznacznego rozkazu użycia broni palnej, postanowił on zająć wiadukt poprzez nawiązanie pertraktacji z oficerem dowodzącym kawalerią. Pertraktacje powierzył kpt. Rzepeckiemu. Szwoleżerowie wycofali się z wiaduktu. Wieczorem obie szkoły pod dowództwem płk Paszkiewicza powróciły do koszar. W dniach 13–15 maja uczestniczył w walkach prowadzonych przez obie szkoły z wojskami Piłsudskiego w charakterze zastępcy płk.