Biuro Polityczne KC PZPR zakazało również dystrybucji filmu Kutza za granicą.
Stanisław Janicki uznał film Kutza i Hena za „nieporozumienie”, a Czesław Michalski dostrzegał w nim przejaw „antyfilmu”, rozumianego jako „coś absolutnie przeciwnego wszelkim dotychczasowym konwencjom i regułom sztuki, którym film zawdzięcza swoją dzisiejszą rangę i bez których nigdy by nie wyszedł z jarmarcznej budy”. Zdaniem Stanisława Grzeleckiego Nikt nie woła to film, którego „odczytywanie w kategoriach dnia dzisiejszego [...] byłoby nieporozumieniem”. Aleksander Jackiewicz z rozczarowaniem przyjął film Kutza i Hena, twierdząc, że Kutz „nie skorzystał z wielkiej szansy stania się drugim Popiołem i diamentem ”. Krzysztof Teodor Toeplitz poszedł nawet dalej, uznając Nikt nie woła za film „zatruty przez artyzm”.
Ocena po latach Dopiero po latach dzieło Kutza i Hena doczekało się przychylniejszych opinii, zyskując status filmu kultowego. Powszechnie odczytywano Nikt nie woła jako twórczą polemikę z Popiołem i diamentem Andrzeja Wajdy (Maciek Chełmicki, w przeciwieństwie do Bożka, wykonał rozkaz). Jan F. Lewandowski stwierdził, iż Nikt nie woła jest „studium młodzieńczej miłości, a raczej niedojrzałości uczuciowej”, określając je mianem „dzieła poetyckiej wrażliwości”.