Paul Schrodt z serwisu Slant Magazine zwrócił uwagę na „dynamiczne rytmy perkusji i modulujące dźwięki syntezatora”. porównał brzmienie do piosenki „” (1980), którą także współtworzył. Rikky Rooksby, biograf Madonny, wskazał na podobieństwo inwersji do brzmienia muzyki lat 70., w szczególności disco, filadelfijskiego soulu i twórczości Eltona Johna. Krytycy muzyczni określili piosenkę jako „uduchowioną”. Matthew Lindsay z portalu The Quietus zinterpretował ją jako „w dużej mierze uliczną, przewrotną aktualizację hitu Mills”, a intro opisał jako „słodko-smutne”.
W interpretacji z tygodnika „Time”, tematem tekstu jest „kusząca frustracja nie tylko z powodu bycia zakochaną, ale także z powodu ciągłego przekraczania granicy między miłością a partnerką”. Joe Lynch z czasopisma „Billboard” napisał, że słowa piosenki dotyczą „utraty panowania nad sobą z powodu zauroczenia”. Jim Beviglia z magazynu „American Songwriter” odebrał utwór jako „historię kobiety, która jest w swoim nowym związku jednocześnie zakochana i dręczona. Powód jest prosty: facet nie okazuje takiego samego zaangażowania z jego strony, a wręcz przeciwnie – zdaje się obojętnie podchodzić do jej obaw (…). Narratorka jest na tyle świadoma siebie, by zrozumieć, że jest manipulowana”.